Przeznaczenie

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Moje aktualne wpisy

Długa podróż

Ruszyłem w drogę do wioski deszczu gdy sytuacja przed jaskinia uspokoiła się.
Ciągle towarzyszyła mi dziewczyna, którą ścigał elitarny odział Ninja.
Biegliśmy znów lasem i nagle stanąłem i spojrzałem na dziewczynę.
- ja nawet nie znam twojego imienia i nie wiem nic o tobie – powiedziałem.
Dziewczyna stała i przyglądała mi się.
- Mam na imię Kumi, pochodzę z wioski Skały i tam też zabiłam kilku Jouninów.
Przerwałem dziewczynie:
- Dobra więcej nie musze wiedzieć, ja jestem Fate i ty też więcej o mnie nie musisz wiedzieć – powiedziałem i ruszyłem w dalszą drogę.
Biegliśmy przed siebie gdy nagle dziewczyna wpadła w sidła, które pojawiły się z nikąd.
Po chwili zza drzew wyskoczyli trzej faceci z mieczami, nie wyglądali na silnych.
- Kumi zraz ci pomogę – powiedziałem patrząc jak dziewczyna miota się w siatce.
Jeden z mężczyzn podszedł do kobiety i uważnie się jej przyglądał.
- Tak to ona, na pewno dostaniemy małą fortunkę gdy sprowadzimy ja do wioski – powiedział do swoich kompanów.
Zbliżyłem się do niego i odepchnąłem go.
- Pamiętaj że najpierw musicie pokonać mnie.
Faceci ani drgnęli, ten najbardziej wycofany wyjął z plecaka listy gończe i uśmiechnął się.
- Panowie mamy dzisiaj wielkie szczęście, ten chłopak jest wart 10 razy więcej niż ona – powiedział.
Stałem z lekkim uśmiechem na twarzy i czekałem na ich atak.
Z wyglądu nie byli zbyt silni ale jak się okazało atakowali bardzo mocno, ledwo uskakiwałem przed ich ciosami, które wyprowadzali bardzo starannie.
Odskoczyłem i poczułem ze za plecami mam drzewo i nie ma możliwości bym uskoczył przed atakiem, facet musnął ostrzem moją twarz i rozciął mi policzek.
Moja krew kapała na ziemie faceci stali i szykowa lisie do następnego ataku ale ja miałem ich już dość, aktywowałem sharingana i z łatwością uniknąłem kolejnego ciosu.
Ich ciosy były bardzo szybkie ale widać było że zaczynają się męczyć.
Wyciągnąłem katanę i nie myśląc zbyt długo zaatakowałem, tak jak myślałem w obronie też byli dobrzy lecz nie na tyle by konkurować zemną.
Przebiłem faceta, który nosił listy gończe i musiałem szybko uskoczyć przed atakiem pozostałej dwójki.
Dziewczyna ciągle szamotała się w pułapce krzycząc.
- Wyciągnij mnie to ci pomogę.
Ja znów unikałem ciosów tym razem z wielką łatwością, skierowałem się w stronę dziewczyny i uwolniłem ją z pułapki.
Dziewczyna wyjęła ze swojej torby dwa ostrza i ruszyła do ataku.
Wyglądał jak by oszalała i widać było że nie zabija po raz pierwszy.
Dziewczyna szybko poradziła sobie z dwoma facetami i stanęła przede mną patrząc w moje szkarałatne oczy.
- Teraz już wiem jak czytałeś mi w myślach – uśmiechnęła się delikatnie.
Zaczęło się ściemniać więc stwierdziłem że trzeba znaleźć jakieś miejsce na nocleg.
Znaleźliśmy małą jaskinię, ja poszedłem nazbierać trochę drewna a dziewczyna zajęła się przygotowaniem posłania.
Gdy wróciłem posłanie było gotowe, położyłem drewno rozpaliłem je szybko za pomocą Katona, stwierdziłem że powinno starczyć drewna do rana i poszedłem się przejść.
Spacerowałem między drzewami gdy nagle zauważyłem znajomą mi postać.
Była to Tsuki moja dawna przyjaciółka biegnąc w stronę z której przybyłem, za nią biegł też chłopak ale że był trochę dalej niż ona nie mogłem go rozpoznać.
Schowałem się za drzewem by nie mogli mnie zauważyć, oni też szukali miejsca na nocleg lecz nie mieli tyle szczęścia co ja.
Rozbili obóz i rozłożyli namioty, przez Momot wydawało mi się że dziewczyna mnie zauważyła, szła w moja stronę była coraz bliżej a ja ani drgnąłem, nie mogłem się ruszyć bo gdybym to zrobił od razu by mnie zauważyła i zaczęła ścigać a ja nie chciałem jej zabijać.
Spojrzałem na Tsuki i nie wierzyłem własny m oczom, byłą już Jouninem.
Po chwili była już bardzo blisko mnie, starałem się nie wydawać żadnych zbędnych dźwięków ale nie wyszło mi to najlepiej, potknąłem się o korzeń i upadłem na ziemie prosto przed dziewczynę.
Tsuki odskoczyła kawałek w tył i wyciągnęła Kunai’a , ja wstałem otrzepałem się z ziemi i powiedziałem:
- Hej Tsuki dawno cię nie widziałem.
Dziewczyna od razu rozpoznała mój głos i chciała rzucić się mi na szyję lecz ja odskoczyłem.
Staliśmy tak chwilkę z zupełnej ciszy.
- Fate to naprawdę ty? – zapytał z niedowierzaniem dziewczyna.
Ja kiwnąłem tylko głową po czym chciałem odejść w głąb lasu lecz dziewczyna złapała mnie za rękę by mnie zatrzymać.
Odruchowo wyrwałem się z jej uścisku i wyciągnąłem katanę tak szybko że nawet tego nie zauważyła, katanę miała przyłożoną do gardła i wydała z siebie pisk.
Z obozu było słychać tylko wołanie
- Tsuki gdzie jesteś?!
Dziewczyna krzyknęła i od razu pojawiła się chłopak, teraz mogłem go już rozpoznać, był to Saito członek jej drużyny.
Spojrzał na mnie i odciągnął Tsuki na bezpieczną odległość po czym ruszył do ataku.
Był jeszcze słabszy niż to zapamiętałem ale było tak tylko przez chwilę.
Trafił mnie jakimś wodnym Jutsu, które prawie zwaliło mnie z nóg.
Chłopak był zdziwiony że jeszcze stoję i spojrzał na dziewczynę, Tsuki stała jak sparaliżowana.
- Szkoda że Zero tutaj nie ma – powiedział chłopak sam do siebie.
Teraz ja zaatakowałem a Saito ledwo się bronił, nie były to moje najlepsze ataki lecz były silne, chłopak upadł na ziemię a ja go podniosłem.
- Możesz powiedzieć mojemu braciszkowi że nigdy mnie nie znajdzie i że zamierzam odkryć prawdę – powiedziałem po czym rzuciłem nim w drzewo prze , które się przebił i wylądował na ziemi nieprzytomny.
Tsuki patrzyła na mnie ze strachem w oczach i odsuwała się co chwilę.
- Nie bój się nie zaatakowałaś mnie więc nie mam powodu by atakować ciebie – powiedziałem odwracając się i odchodząc.
Obejrzałem się za siebie i zauważyłem że dziewczyna klęka przed nieprzytomnym chłopakiem i próbuje go obudzić.
Wróciłem do jaskini, Kumi już spała więc i ja się położyłem, nie mogłem zasnąć zastanawiając się co zrobi Tsuki i Sait gdy oczywiście chłopak się obudzi.
Rano Kumi szykowała śniadanie a ja starałem się znaleźć najszybszą drogę do wioski deszczu.
Zjedliśmy siadanie, które było bardzo smaczne i ruszyliśmy w drogę, prowadziłem i wybrałem drogę, która okazała się niewłaściwa.
Błądziliśmy po lesie cały dzień i dopiero na wieczór znaleźliśmy dobrą drogę.
Do wioski deszczu zostały dwa dni drogi wiec ustaliliśmy umiarkowane tempo i biegliśmy nocą.
Do wioski dotarliśmy trochę szybciej niż się spodziewałem, staliśmy przed murami szukając jakiego wejścia, które pozwoli nam przejść nierozpoznanym.
Wyciągnąłem płaszcze z plecaka i dałem jeden dziewczynie po czym musieliśmy spróbować wejść bramą główną, okazało się że strażnicy nas nie rozpoznali więc zacząłem szukać chakry matki bo tylko tyle pamiętam z dzieciństwa gdy uczyła mnie.
30.01.2012 o godz. 11:33
Komentuj post użytkownika (maksymalnie 1024 znaki)
statystyki